RSS
środa, 26 września 2007
Jak sie buduje sukke?

(Na specjalne zyczenie agnieszqi)

 

Zabierajac sie za budowe sukki, mamy dwie mozliwosci do wyboru – wersje A i wersje B.  Wersja A zostanie przez mnie roboczo nazwana wersja dla majacych malo czasu, zapracowanych, badz zle radzacych sobie z ewentualnymi porazkami.  Wersja B to wersja dla ambitnych.

 

Wersja A

Jezeli jest sie w Izraelu nalezy udac sie do supermarketu lub wiekszego centrum handlowego.  W okresie przedsukotowym na 99% na parkingu przed glownym wejsciem rozlozone bedzie stoisko, gdzie zakupic mozna cala potrzebna konstrukcje – zwykle beda to metalowe rurki i plachty materialu.  Jesli jest sie poza Izraelem, nalezy odpowiednio wczesniej skorzystac ze stron internetowych, ktore takie cuda dostarczaja w ciagu kilku dni.  Nastepnie, korzystajac z zalaczonej instrukcji, nalezy wykorzystac swoje umiejetnosci stawiania namiotow i zlozyc sukke.  Jesli process sie powiedzie, bedzie ona rzeczywiscie wygladac jak namiot, tylko ze bez dachu.  Dach mozna nabyc rowniez w dwoch wersjach – wersji A i wersji B.  Wersja A (pelna nazwa jak powyzej) wymaga od nas udania sie znow do sklepu i nabycia gotowego schachu (to wlasnie dach)  w odpowiednim dziale.  Wersja B (pelna nazwa jak powyzej) wymaga udania sie na wieksze skrzyzowanie i zakupienie galezi palmowych sprzedawanych tamze (na szczescie nie na samym skrzyzowaniu, lecz na terenie mu przyleglym).  Oczywiscie wersja B mozliwa jest tylko w Izraelu.

 

Warto by bylo przestudiowac znow prawa dotyczace budowania sukki, zeby na przyklad nie wybudowac jej pod drzewem, ale widziawszy w swoim zyciu juz wiele sukk, dochodze do wniosku, ze jest to punkt zdecydowanie nieobowiazkowy J

 

Wersja B

Nalezy udac sie do lasu, wyciac galezie, zgromadzic material.  Co dalej, niestety nie umiem powiedziec, bo my zwykle korzystamy z wersji A.  Ale to tylko z braku czasu, oczywiscie J

05:57, zydoweczka
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 24 września 2007
Waga

Jom Kippur juz za nami, ale u nas na lodowce wciaz wisi duza plansza wykonana w przedszkolu przez Malego.  Plansza przedstawia wage – na jednej szalce sa przewinienia, a na drugiej micwot czyli wykonane przykazania.  Nad waga goruje napis “Jom Hadin – Day of Judgment” przyklejony do gory nogami.  Obrazek gdzie niegdzie ozdobiony jest kolorowymi maznieciami.  Patrze na te plansze i za kazdym razem zatrzymuje sie w pol kroku.  Z jednej strony rozczula mnie, z drugiej wprawia w zadume . Takie to proste – jedna waga i kilka mazniec, dobre i zle uczynki, takie dziecinne i tak wzruszajace.

 

 Teraz juz czas na Sukkot.  Dzisiaj rano, w zimnych podmuchach wiatru, rozpoczelismy budowe sukki.  W kolejce czeka juz wielki papierowy etrog wyklejony w przedszkolu przez malego zolta wloczka, tak wiec plansza z Jom Hadin zwinieta zostanie w rulon i wlozona do plastikowego pudelka.  Wyciagniemy ja w przyszlym roku, i w jeszcze nastepnym i tak z roku na rok bede sie pewnie wzruszac coraz bardziej.  Tak to juz jest z tymi mamami.
06:06, zydoweczka
Link Komentarze (7) »
piątek, 21 września 2007
Jom Kippur

Kazdego roku w okresie swiat nachodzi mnie ta niezwykle gleboka i oryginalna refleksja – to juz rok minal, niemozliwe… Nie jest inaczej w tym roku.  To juz jutro Jom Kippur, dziwie sie, mimo ze tak naprawde juz przez caly poprzedni miesiac Elul nie dano nam o tym zapomniec.  W zeszlym roku zmagalismy sie z upalem, w tym roku przeraza mnie dlugosc dnia.  Tutaj post zakonczy sie dopiero po osmej wieczorem.  Tam na ten jeden dzien zamieral ruch samochodowy – to niepisane prawo bylo przestrzegane przez wszystkich izraelskich Zydow, rowniez tych najbardziej niereligijnych.  Znane wam pewnie sa zdjecia osob lezacych an autostradach, czy fotografie glownych ulic miast zapelnionych rowerzystami.  Tutaj dzien bedzie taki jak co dzien, przechodnie spieszyc sie beda do pracy, ulica za rogiem bedzie zakorkowana.  Tylko w niewielu domach wszystko bedzie inaczej – biale stroje, powaga, Jom Hadin - Dzien Sadu.  I nagle z wiekszosci stalismy sie mniejszoscia.   Rzeczywiscie, minal juz rok... 

 Gmar Chatima Towa
16:08, zydoweczka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 20 września 2007
Tlo wydarzen

Zydzi w Nowym Swiecie zaczeli pojawiac sie juz w... Az w koncu w roku 5769 (lub 2007 jesli kto woli) pojawilismy sie my, w stalym skladzie - ja, Maz, Maly i Malenstwo. Maz nie tak dawno zdal pierwszy egzamin na rabina, i choc to dopiero ulamek tego, co powinien znac, mozna go juz tak tytulowac. Maz nie lubi, gdy go sie tak jednak nazywa, bo go to bardzo oniesmiela, zwlaszcza, ze ten pierwszy egzamin to naprawde nie duzo. A na brodzie wciaz brak siwych nitek...

I tutaj wlasnie znajduje sie wyjasnienie zmiany naszego miejsca pobytu - nie siwe nitki, ale kolejny etap w studiach rabinackich. Maz wyslany zostal przez swoja izraelska jesziwe w misje krzewienia judaizmu wsrod spragnionych wiedzy Zydow miasteczek amerykanskich, czyli wyslano nas do miasta X, wynajeto dom (calkiem przyjemny) i zorganizowano prace. Maz uczy w lokalnej szkole, zasila poranny minjan, wyglasza wyklady i sam dalej sie uczy. Ja tez ucze w lokalnej szkole, tez wyglaszam wyklady (i co bardziej wtajemniczeni wiedza, ze absolutnie nie moga byc one na temat gotowania, wiec na razie zaczynam od Rambama), minjanu nie zasilam z wiadomych wzgledow i zamiast poglebiac wiedze, pisze blog. Maly uczeszcza do tutejszego przedszkola i juz nie moze sie doczekac pierwszych postrzyzyn. Malenstwo zdaje sie byc zadowolone, mimo ze mama bardziej zajeta niz zwykle. Na szczescie nikt sie nie sprzeciwia, gdy towarzyszy mi w wykladach. A poza tym wszyscy marzniemy. Ale nie smiemy narzekac, bo w przeciwienstwie do Izraela, narzekanie nie jest tu mile widziane. Wiec gdy juz naprawde nie mozemy sie powstrzymac, dzwonimy do znajomych, ktorzy co prawda nie daja nam dojsc do slowa, narzekajac na Olmerta, upal, polityke dotyczaca szmity i wysokie ceny, ale od razu robi sie nam lepiej. No coz, tesknimy...

01:23, zydoweczka
Link Komentarze (21) »